dla wytrwałych

027. update

Minęło 10 lat, a widzę, że czasami ktoś tu jeszcze zagląda. Bardzo miło mi się czytało te komentarze. Niestety, Surowicy nigdy nie dokończył...

4 września 2023

032. SUROWICA (21)

 Rozdział XXI


Lipiec 1934

Serce jej brata uderzało głośno, miarowo i regularnie. Odnosiła wrażenie, że nawet ono dało się okiełznać wojskowej musztrze… Przyciskała cały swój tułów do jego ciała, jakby pragnąc, że uda jej się wniknąć do środka i tam schować się przed światem. Krzyś obejmował ją silnym ramieniem i gładził po plecach. Gdy podniosła głowę, ujrzała, że z kamienną twarzą spogląda w dal, z oczami pełnymi mrozu, zaciśniętą szczęką i ustami ściągniętymi jak w skupieniu. Nigdy nie widziała u niego tyle powagi, tyle sztuczności i posągowości. Gdy przełknął ślinę, wargi zadrżały mu mimowolnie, jednak oczy pozostały niewzruszone.

031. SUROWICA (20)

 Rozdział XX


Wieczorem znów przybłąkał się pijak. Emilka otworzyła mu drzwi na długość łańcucha zabezpieczającego i skrzywiła się, czując od niego smród wódki.

030. SUROWICA (19)

Rozdział XIX


 Emilka nie miała pojęcia, jakie imię nadać pieskowi, więc wybrała dla niego po prostu: Szczeniak. Został wykąpany, co przysporzyło mu wiele traumatycznych wspomnień, a Emilka, szorując potem swoje cuchnące psimi wydalinami dłonie, nabrała nieco sceptycznego stosunku do wizji posiadania małych dzieci. Postawiła pudełko po butach przy swoim łóżku, ułożyła tam stary koc i nie mogła zasnąć, wpatrując się w swojego włochatego towarzysza, oświetlonego jasnym światłem księżyca w pełni.

029. SUROWICA (18)

 Rozdział XVIII


Weszła do czeladnej i przymknęła drzwi. Przy stole siedzieli Krzyś i pan Staś. O ile pan Barzycki wyglądał na bardzo spokojnego i nawet nie poderwał głowy znad papierów, kiedy weszła, o tyle jej brat wyglądał na trochę zszokowanego, a trochę przerażonego.

028. SUROWICA (17)

 

Rozdział XVII


Na następny dzień niebo przypominało miejsce wędrówek chmur. Gdy Emilka patrzyła przez okno, mogła nacieszyć wzrok barankami i pękatymi obłoczkami o najwymyślniejszych kształtach. Jeden z nich wyglądał jak ptak, a inny jak wiszące w powietrzu schody w przestworza. Błękitne niebo odznaczało się wyraźnie od jaskrawobiałych konturów wierzchów chmur oraz mieszało z szarawymi, ocienionymi spodami. W dzieciństwie Emilka marzyła, by polecieć samolotem na chmurę i ją zjeść — teraz dziewczyna pragnęła razem z chmurami szybować spokojnie w powietrzu. Być takim lekkim, pięknym, spokojnie płynącym obłoczkiem, dla którego nie liczy się nic oprócz chłodnego wiatru unoszącego go nad szczytami górskim, zielonymi pagórkami i złotymi polami…

Nad ranem

Śpisz jeszcze... Na twych rzęsach — skra drobna poranku.
Strachy śnią się twej dłoni — bo i drga i pała.
Oddychaj tak — bez końca. Czaruj — bez ustanku.
Kocham oddech twej piersi, ruch śpiącego ciała.

Ileż lat już minęło od pierwszej pieszczoty?
Ile dni od ostatniej upływa niedoli?
Co nas wczoraj — smuciło? Co jutro — zaboli?
I czy zabraknie nam kiedyś do szczęścia ochoty?

Przyjdzie noc o źrenicach zaświatowo łanich
I spojrzy — i zabije... Polegniem — snem czynni...
Jak to? Więc musim umrzeć tak samo jak inni?
Jak ci — choćby z przeciwka?... Pomódlmy się za nich...

Bolesław Leśmian, Nad ranem