Rozdział XXI
Lipiec 1934
Serce jej brata
uderzało głośno, miarowo i regularnie. Odnosiła wrażenie, że nawet ono dało się
okiełznać wojskowej musztrze… Przyciskała cały swój tułów do jego ciała, jakby
pragnąc, że uda jej się wniknąć do środka i tam schować się przed światem. Krzyś
obejmował ją silnym ramieniem i gładził po plecach. Gdy podniosła głowę,
ujrzała, że z kamienną twarzą spogląda w dal, z oczami pełnymi mrozu,
zaciśniętą szczęką i ustami ściągniętymi jak w skupieniu. Nigdy nie widziała u
niego tyle powagi, tyle sztuczności i posągowości. Gdy przełknął ślinę, wargi
zadrżały mu mimowolnie, jednak oczy pozostały niewzruszone.